czwartek, 19 września 2013
Matejko zasłużył na pomnik!
Dzisiejsza Gazeta Wyborcza utwierdza mnie w przekonaniu, że jej dziennikarze wzięli na siebie rolę głównych strażników i znawców estetyki w Krakowie. Pozwolę sobie więc na kilka słów na temat opisywanego dziś pomnika Jana Matejki, ponieważ pani redaktor Dominika Wantuch była uprzejma w artykule pominąć moje zdanie na ten temat. Być może nie pasowało do założenia artykułu, które brzmi: miasta nie stać na pomnik, bo ma inne wydatki, a pomnik, który powstanie jest nieestetyczny.
Pozwolę sobie więc tą drogą wyrazić moją opinię. Moim zdaniem, komu jak komu, ale Janowi Matejce w Krakowie pomnik się należy. To wstyd, że uhonorowała go Warszawa, a Kraków nie potrafił. Pięć lat temu, to mieszkańcy zgłosili pomysł, by przy Akademii Sztuk Pięknych stanął pomnik artysty. Został ogłoszony konkurs, który wygrał projekt prof. Jana Tutaja, prorektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wtedy nie udało się go zrealizować. W tym roku przypada 120. rocznica śmierci artysty. Postanowiłem przeznaczyć część rezerwy budżetowej, którą dysponuję i sfinalizować to przedsięwzięcie. Dlatego, że Matejko był wybitnym krakowianinem, Honorowym Obywatelem Miasta i przede wszystkim naszym najwybitniejszym malarzem historycznym. Pisanie, że te pieniądze można wydać na budowę boiska, oświetlenia, czy przedszkole, to zwykły populizm i granie na emocjach Cztelników. Zawsze będą w mieście pilne wydatki. Ale naszym obowiązkiem - równie ważnym - jest dbanie o pamięć o wybitnych mieszkańcach miasta i pielęgnowanie naszego dziedzictwa. Nikt za nas tego nie zrobi.
I jeszcze jedna uwaga: pani redaktor pisze, iż powstające pomniki to dowód „braku poczucia estetyki krakowskich radnych i prezydenta”. W organizowanych przez miasto konkursach na pomniki swoje projekty przedstawiają artyści, często uznani profesorowie - tak było w tym przypadku, w komisjach konkursowych też nie zasiadają radni z prezydentem, ale osoby cenione w środowisku artystów, których wykształcenie gwarantuje dobry wybór. Każdy z nas ma swój gust i swoje prywatne opinie na temat tego co jest ładne, a co nie. Zastanawiam się, czy pani redaktor - o której wykształceniu nic nie wiem - pisząc dzisiejszy artykuł nie pomyliła głoszenia swoich prywatnych opinii, z występowaniem w roli eksperta, bo z tego co się orientuję, od samego bycia dziennikarzem wiedzy i doświadczenia nie przybywa.
środa, 18 września 2013
Czy się boję referendum?
Czy potępiają Państwo osoby, które mają regularne dochody i biorą kredyt na mieszkanie, bo gdyby chcieli zapłacić za nie gotówką, własnego lokum doczekaliby się w najlepszym wypadku w okolicach przejścia na emeryturę? Odpowiedź pewnie wydaje się Państwu oczywista? Mnie, po zapoznaniu się z argumentami pomysłodawców przeprowadzenia w Krakowie referendum, to odpowiedź wcale taka prosta się nie wydaje.
Jak już wielokrotnie przekonywałem, finanse miasta to w uproszczeniu taki budżet domowy w skali makro. Mało kto może sobie pozwolić obecnie na kupno mieszkania „od ręki”. Tak samo w przypadku miasta – oczekiwania mieszkańców i potrzeby rozwijającego miasta są ogromne. Nikt nie wyobraża sobie przesuwania terminu ważnych dla mieszkańców inwestycji do czasu uzbierania na nie pieniędzy – z perspektywą 10 czy 20 lat. Do tego dochodzi jeszcze kwestia środków unijnych. Niegospodarnością byłoby niekorzystanie z takiego „prezentu”, nawet jeżeli ceną było zadłużenie się na sfinansowanie wkładu własnego. Jak rozumiem dla pomysłodawców referendum, wspieranych przez pana radnego Gilarskiego, idealnym miastem jest takie, które nie jest zadłużone. Zapominają tylko dodać, że niezadłużone miasto to miasto, w którym od dziesięcioleci niczego, co wymaga poniesienie poważnych kosztów, nie udało się zrobić.
Dla mnie wyznacznikiem tego, czy kredyt jest „dobry” czy „zły” jest to, czy wzięliśmy pieniądze po to, by je przejeść, czy zrobiliśmy z nimi coś, co powiększyło nasz majątek. Dlatego kredyty na mieszkanie są moim zdaniem „dobre”, a te na sfinansowanie wakacji, już niekoniecznie...
A jak to jest w przypadku Krakowa? Kiedy obejmowałem urząd w 2003 roku, miasto było zadłużone na 871 mln zł. Przez dziewięć lat to zadłużenie wzrosło o 1 mld 171 mln zł. Po dodaniu jednak do tej kwoty własnych dochodów i pozyskanych środków zewnętrznych, powiększyliśmy majątek miasta w tym samym czasie aż o 5 mld 137 mln zł! Oznacza to, że dzięki zadłużeniu majątek Krakowa powiększył się o wartość 4,5 raza wyższą niż kwota kredytów. Trzeba też przypomnieć, że nie bierzemy kredytów ponad siły i regularnie, spokojnie spłacamy kolejne raty.
Nieporozumieniem jest też mowa o „ukrywaniu zadłużenia w spółkach miejskich”. Krakowskie spółki należące do miasta przynoszą dochód i dysponują poważnym majątkiem, a to oznacza, że są wiarygodne dla banków i mają możliwość brania kredytów na kolejne inwestycje, które spłacają z wypracowanego dochodu. Nie wiem jaki inny wariant radny Gilarski uważałby za prawidłowy? Czy zdaniem radnego należałoby wolniej rozwijać sieć ciepłowniczą, wodociągową, kanalizacyjną, korzystając tylko z dostępnych środków? To, że jesteśmy miastem, które w całości oczyszcza swoje ścieki, że praktycznie nie ma już miejsc, gdzie nie dociera wodociąg to właśnie jest zasługa przemyślanych inwestycji wspieranych przez banki. Wydaje się, że nie bez znaczenia jest w tym przypadku fakt, iż z w ten sposób sfinansowanego publicznego majątku naszego miasta korzystają już obecnie jego mieszkańcy, ale i korzystać będą przyszłe pokolenia krakowian.
Czuję się zobowiązany odnieść też do drugiego, oprócz zadłużenia, zarzutu, który pomysłodawcy referendum wysuwają pod moim adresem. Chodzi mianowicie o nadmierny ich zdaniem wzrost rozmaitych opłat i podatków, którymi miasto obciąża mieszkańców. Wielokrotnie już tłumaczyłem, że rosną np. ceny biletów, bo rosną ceny energii, a miasto nie może coraz więcej dopłacać do komunikacji, bo będzie musiało zabrać te pieniądze z innych równie potrzebnych zadań. Na przykład, o ile w 2007 do wpływów ze sprzedaży biletów dopłacaliśmy z budżetu miasta kwotę 67 mln zł, to w 2012 roku była to już kwota 178 mln zł, a zatem kwota dwu i półkrotnie wyższa!
Przyjrzyjmy się też sprawie obciążenia podatkami lokalnymi. Najsprawiedliwsze wydaje mi się porównanie z innymi miastami, podobnej wielkości jak Kraków. W Krakowie obciążenie podatkami lokalnymi na jednego mieszkańca wynosi 667 zł. rocznie. We Wrocławiu – 678 zł, w Warszawie 817 zł, a w Gdańsku – aż 911 zł. Z danych wynika, ze średnia obciążeń na jednego mieszkańca dla 12 największych polskich miast wynosi 713 zł. Mniejszymi podatkami od krakowian obciążeni są jedynie mieszkańcy Białegostoku i Łodzi.
Na pytanie, czy boję się referendum w sprawie odwołania prezydenta i rady miasta odpowiadam, że takie jest prawo demokracji i ostateczny głos w tej sprawie będzie należał do krakowian. Zastanawiam się tylko, czy naprawdę jako miasto musimy wydać ok. milion złotych na referendum, by kilka osób miało okazję przypomnieć swoje nazwisko i twarz rok przed kolejnymi wyborami samorządowymi.
środa, 4 września 2013
Zausznik kontra współpracownik
Po lekturze zamieszczonego we wtorkowej Gazecie Krakowskiej artykułu poświęconego stanowisku pełnomocnika dla Anny Okońskiej-Walkowicz, zauważam, że co prawda na razie jeszcze nie ma kandydatów na stanowisko prezydenta Krakowa, ale gazeta już powiela stare wzory z kampanii wyborczej.
Skłania mnie do takich przemyśleń podobieństwo sytuacji. Podczas ubiegłej kampanii, Gazeta Krakowska zamieściła artykuł poświęcony zabłoconemu chodnikowi w pobliżu budowy ronda ofiar Katynia. Ponieważ tekst zamieszczony na jednej z dalszych stron, nie wywołał zamierzonego efektu, kilka dni później opublikowany został bardzo podobny tekst opisujący ten sam problem. Różnica była taka, że awansował już na pierwszą stronę gazety i jak się Państwo domyślają… wywołał prawdziwą sensację i dał możliwość ciskania we mnie gromów.
Teraz jest podobnie. Anna Okońska-Walkowicz została powołana na stanowisko pełnomocnika ponad miesiąc temu, co zauważyła nawet gazeta-bliźniaczka, czyli Dziennik Polski. Nie wywołało to jak widać „odpowiednich” głosów oburzenia, bo dopiero po takim czasie redaktorzy GK zdecydowali się opublikować na pierwszej stronie sensacyjny artykuł „Prezydent wymyślił posadę dla Okońskiej”, przy okazji wypominając mi innych pełnomocników i doradców.
Wyjaśnię więc po raz kolejny sprawę pełnomocników i doradców. Przez ostatnie lata mocno zredukowałem liczbę tych stanowisk. Obecnie mam sześciu pełnomocników, z których jeden jest wymagany ustawą (ds. ochrony informacji niejawnych), dwie inne osoby pracują na stanowiskach dyrektora wydziału i kierownika referatu i za tę pracę otrzymują wynagrodzenie, natomiast funkcję pełnomocnika pełnią nieodpłatnie. Pozostaje więc de facto trzech wynagradzanych pełnomocników.
Podobnie z doradcami. Jest ich trzech. Ks. Andrzej Augustyński pełni swoją funkcję społecznie. Jedna osoba doradza mi w sprawach prawnych, a druga - na niepełnym etacie - w sprawach gospodarki miejskiej.
Na temat rzetelności Gazety Krakowskiej pisałem już wielokrotnie. Może zamiast szczuć Czytelników, wypominając rzekome olbrzymie koszty, jakimi urząd obciąża podatnika zatrudniając pełnomocników, zachciałby Pan redaktor sprawdzić, jak to funkcjonuje w innych miastach. Za trudne? Czas goni? Zwykłe lenistwo, a może jednak pisanie tekstów na zamówienie? Zrobię to za Pana Redaktora.
Z danych, które sprawdzałem rok temu, wynika, że w Warszawie zatrudnionych jest 16 pełnomocników prezydenta. W Łodzi – 10 pełnomocników i 4 doradców. W Gdańsku – 9 pełnomocników plus pełnomocnicy dla poszczególnych dzielnic miasta. W Lublinie - 10 pełnomocników. W Poznaniu – 9 pełnomocników, a w Szczecinie i Katowicach po 7. Nie wyliczam tego, żeby potępić któregokolwiek z prezydentów wymienionych miast, tylko żeby pokazać, że jest to w każdym większym mieście przyjęte rozwiązanie i każdy z prezydentów ma prawo takie osoby powoływać w dziedzinach, w których widzi taką szczególną potrzebę. Praktycznie w 100 proc. zajmują się oni sprawami, którymi zajmują się też tamtejsze wydziały urzędów miast. Wyjątkiem jest może Warszawa, która – jak wyczytałem - zatrudnia pełnomocnika ds. etyki.
„Prezydent mógłby się obejść bez tylu zauszników – mówi Stawowy” - to cytat z artykułu w Gazecie Krakowskiej. Szanowny Panie Radny. Być może osoby pracujące z Panem to Pana zausznicy. Ja mam współpracowników – ludzi, którzy moim zdaniem sumiennie i kompetentnie wypełniają swoje zadania. Sprawa druga – prawem każdego prezydenta miasta jest dobieranie sobie osób, którym ufa i z którymi chce pracować, bo to on – a nie dziennikarz do spółki z radnym - jest odpowiedzialny za efekty ich pracy i z tych efektów jest rozliczany.
czwartek, 18 lipca 2013
Komu pomagamy?
W środę przekazaliśmy pierwszym lokatorom klucze do nowych mieszkań komunalnych przy ul. Działkowej. Miasto zyskało 82 nowe mieszkania, a okoliczni mieszkańcy zamiast chaszczy pięknie zagospodarowany teren z ogólnodostępnym placem zabaw dla dzieci. W planach mamy już budowę kolejnych trzech takich osiedli dla prawie 600 rodzin.
To kolejna tak duża inwestycja w mieszkania komunalne po oddaniu do użytku 5 lat temu osiedla przy ul. Magnolii, gdzie wybudowaliśmy 290 mieszkań. Podobnie jak tam, osiedle przy Działkowej jest tak pomyślane, by mieszkańcom żyło się jak najwygodniej. Dlatego powstały miejsca parkingowe, garaże, które będzie można dodatkowo wynająć, plac zabaw dla dzieci. Osiedle wyposażono w małą architekturę, a wokół budynków posadzono ok. 600 roślin. W blokach przy działkowej przygotowano także dwa duże - prawie 100-metrowe mieszkania z osobnym wejściem i windą dla osób niepełnosprawnych. Zostaną one zagospodarowane w porozumieniu z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej i powstaną tam albo mieszkania chronione dla młodych ludzi - usamodzielniających się wychowanków domów dziecka, lub rodzinne domy dziecka.
Doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że 82 nowe mieszkania to kropla w morzu potrzeb, bo oczekujących na mieszkaniową pomoc gminy jest bardzo wielu i często spotykam się z zarzutem, że działania miasta są niewystarczające, a takich inwestycji powinno być więcej. Z drugiej strony, czytając opinie internautów pod informacjami o nowym osiedlu, można mieć wrażenie, że dominującym uczuciem jest zawiść, iż ktoś otrzymał coś „za darmo”, kiedy to inni muszą spłacać kredyty.
Wypadałoby na początek zauważyć, że choć staram się zrozumieć taki komentarz i towarzyszące mu rozgoryczenie, to jednak mogę Państwa zapewnić, że żadna z osób, którym wczoraj wręczałem klucze, zdolności kredytowej nie posiada. Jaką zdolność kredytową może mieć para 80-letnich seniorów? Jakim partnerem dla banku jest młodziutka dziewczyna z dzieckiem, która życie spędziła w domu dziecka? Albo niepełnosprawna kobieta wyrzucana z kamienicy przez właściciela? Właśnie dla takich osób miasto buduje mieszkania.
Przede wszystkim nie mogę nie odnieść się do powtarzającego się zarzutu, że miasto oddaje nowe mieszkania o dobrym standardzie „ludziom z marginesu”, czy okazji tworząc getta uciążliwe dla sąsiadów. Nowe mieszkania otrzymują ludzie, co do których mamy stuprocentową gwarancję, że będą się solidnie wywiązywać ze swoich obowiązków najemcy, są spokojnymi ludźmi i zostało to potwierdzone zarówno przez policję, jak i straż miejską. Przy ul. Działkowej zamieszkają przede wszystkim ci, którzy już są lokatorami mieszkań komunalnych, ale chcą zamienić swoje stare mieszkanie na nowe, bo np. jest już dla nich zbyt duże, czy też ze względu na stan zdrowia potrzebują udogodnień, których nie mają w starej kamienicy. Te opuszczone przez nich mieszkania zostaną zaoferowane osobom, które czekają na swój przydział na listach mieszkaniowych. Przy ul. Działkowej zamieszkają także osoby, które do tej pory mieszkały w warunkach urągających jakimkolwiek standardom, młodzi ludzie z dziećmi - wychowankowie domów dziecka, nie mogący liczyc jak wielu ich rówieśników na pomoc najbliższych, a także lokatorzy prywatnych kamienic, wyrzuceni przez właścicieli. Dla mnie osobiście najbardziej kontrowersyjna jest ta ostatnia grupa – nie mam żadnych wątpliwości, że w większości przypadków są to osoby, zasługujące na pomoc, którym wyrządzono wielką krzywdę, natomiast uważam, że w rozwiązaniu ich problemów gminy powinny otrzymać pomoc od skarbu państwa. Dziś, jako miasto zostaliśmy z tym sami.
I jeszcze jedna powtarzającą się w rozmaitych komentarzach wątpliwość – możliwość wykupu takiego mieszkania za 10 proc. wartości po kilku latach. To nieprawda, nowych mieszkań wybudowanych przez miasto nie można wykupić. W interesie miasta jest jedynie sprzedaż najstarszych budynków, które wymagają kosztownych remontów. Mam nadzieję, że i w przyszłości rada miasta nie zmieni zasady, że mieszkania pozyskane przez gminę po 1998 roku w żadnym wypadku nie są przeznaczone do sprzedaży i pozostają majątkiem miasta.
W ciągu najbliższych pięciu lat zamierzamy zrealizować kolejne trzy osiedla – przy ul. Mały Płaszów, ul. Melchiora Wańkowicza i przy ul. Jana Kantego Przyzby. Jak pokazuje doświadczenie, budowa własnych osiedli jest optymalnym rozwiązaniem nie tylko jeśli chodzi o kwestie finansowe, ale też o zapewnienie przyzwoitej jakości samych mieszkań i ich otoczenia.
To kolejna tak duża inwestycja w mieszkania komunalne po oddaniu do użytku 5 lat temu osiedla przy ul. Magnolii, gdzie wybudowaliśmy 290 mieszkań. Podobnie jak tam, osiedle przy Działkowej jest tak pomyślane, by mieszkańcom żyło się jak najwygodniej. Dlatego powstały miejsca parkingowe, garaże, które będzie można dodatkowo wynająć, plac zabaw dla dzieci. Osiedle wyposażono w małą architekturę, a wokół budynków posadzono ok. 600 roślin. W blokach przy działkowej przygotowano także dwa duże - prawie 100-metrowe mieszkania z osobnym wejściem i windą dla osób niepełnosprawnych. Zostaną one zagospodarowane w porozumieniu z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej i powstaną tam albo mieszkania chronione dla młodych ludzi - usamodzielniających się wychowanków domów dziecka, lub rodzinne domy dziecka.
Doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że 82 nowe mieszkania to kropla w morzu potrzeb, bo oczekujących na mieszkaniową pomoc gminy jest bardzo wielu i często spotykam się z zarzutem, że działania miasta są niewystarczające, a takich inwestycji powinno być więcej. Z drugiej strony, czytając opinie internautów pod informacjami o nowym osiedlu, można mieć wrażenie, że dominującym uczuciem jest zawiść, iż ktoś otrzymał coś „za darmo”, kiedy to inni muszą spłacać kredyty.
Wypadałoby na początek zauważyć, że choć staram się zrozumieć taki komentarz i towarzyszące mu rozgoryczenie, to jednak mogę Państwa zapewnić, że żadna z osób, którym wczoraj wręczałem klucze, zdolności kredytowej nie posiada. Jaką zdolność kredytową może mieć para 80-letnich seniorów? Jakim partnerem dla banku jest młodziutka dziewczyna z dzieckiem, która życie spędziła w domu dziecka? Albo niepełnosprawna kobieta wyrzucana z kamienicy przez właściciela? Właśnie dla takich osób miasto buduje mieszkania.
Przede wszystkim nie mogę nie odnieść się do powtarzającego się zarzutu, że miasto oddaje nowe mieszkania o dobrym standardzie „ludziom z marginesu”, czy okazji tworząc getta uciążliwe dla sąsiadów. Nowe mieszkania otrzymują ludzie, co do których mamy stuprocentową gwarancję, że będą się solidnie wywiązywać ze swoich obowiązków najemcy, są spokojnymi ludźmi i zostało to potwierdzone zarówno przez policję, jak i straż miejską. Przy ul. Działkowej zamieszkają przede wszystkim ci, którzy już są lokatorami mieszkań komunalnych, ale chcą zamienić swoje stare mieszkanie na nowe, bo np. jest już dla nich zbyt duże, czy też ze względu na stan zdrowia potrzebują udogodnień, których nie mają w starej kamienicy. Te opuszczone przez nich mieszkania zostaną zaoferowane osobom, które czekają na swój przydział na listach mieszkaniowych. Przy ul. Działkowej zamieszkają także osoby, które do tej pory mieszkały w warunkach urągających jakimkolwiek standardom, młodzi ludzie z dziećmi - wychowankowie domów dziecka, nie mogący liczyc jak wielu ich rówieśników na pomoc najbliższych, a także lokatorzy prywatnych kamienic, wyrzuceni przez właścicieli. Dla mnie osobiście najbardziej kontrowersyjna jest ta ostatnia grupa – nie mam żadnych wątpliwości, że w większości przypadków są to osoby, zasługujące na pomoc, którym wyrządzono wielką krzywdę, natomiast uważam, że w rozwiązaniu ich problemów gminy powinny otrzymać pomoc od skarbu państwa. Dziś, jako miasto zostaliśmy z tym sami.
I jeszcze jedna powtarzającą się w rozmaitych komentarzach wątpliwość – możliwość wykupu takiego mieszkania za 10 proc. wartości po kilku latach. To nieprawda, nowych mieszkań wybudowanych przez miasto nie można wykupić. W interesie miasta jest jedynie sprzedaż najstarszych budynków, które wymagają kosztownych remontów. Mam nadzieję, że i w przyszłości rada miasta nie zmieni zasady, że mieszkania pozyskane przez gminę po 1998 roku w żadnym wypadku nie są przeznaczone do sprzedaży i pozostają majątkiem miasta.
W ciągu najbliższych pięciu lat zamierzamy zrealizować kolejne trzy osiedla – przy ul. Mały Płaszów, ul. Melchiora Wańkowicza i przy ul. Jana Kantego Przyzby. Jak pokazuje doświadczenie, budowa własnych osiedli jest optymalnym rozwiązaniem nie tylko jeśli chodzi o kwestie finansowe, ale też o zapewnienie przyzwoitej jakości samych mieszkań i ich otoczenia.
piątek, 5 lipca 2013
Kto płaci najwięcej?
Już dawno nie pisałem o finansach miasta. Z jednej strony to z pewnością dobry znak – ten rok jest znacznie pod tym względem dla Krakowa spokojniejszy. Z drugiej – warto raz na czas przyjrzeć się budżetowi i porównać go z największymi Polskimi miastami, by mieć trochę ogólniejszy ogląd niż ten, który jest przedstawiany w codziennych gazetach. Okazja do takiego podsumowania jak najbardziej jest – na ostatniej w czerwcu sesji, radni miasta podjęli uchwałę o udzieleniu absolutorium z wykonania zeszłorocznego budżetu.
Nie będę opisywał szczegółowo ubiegłorocznego budżetu, chcę jedynie zwrócić Państwa uwagę na kilka – moim zdaniem - interesujących porównań do 12 największych Polskich miast. Zacznijmy od podatków lokalnych – czyli takich, o których wysokości decyduje miasto, które wpływają nie do urzędu skarbowego a bezpośrednio do budżetu miasta, i na które tradycyjnie się narzeka, że są zbyt wysokie. Z danych wynika, że kwota podatku lokalnego na jednego mieszkańca w 12 największych polskich miastach wynosi 713 zł. W Krakowie jest to 667 zł, we Wrocławiu (z którym zawsze jesteśmy porównywani) – 678 zł, w Warszawie – 817 zł, a najdroższy jest Gdańsk – aż 911 zł. Drożej niż w Krakowie jest też w Poznaniu i Rzeszowie, a porównywalnie – w Szczecinie. Najmniej obciążeni podatkami są mieszkańcy Białegostoku (560 zł) i Łodzi (579 zł).
Nie będę opisywał szczegółowo ubiegłorocznego budżetu, chcę jedynie zwrócić Państwa uwagę na kilka – moim zdaniem - interesujących porównań do 12 największych Polskich miast. Zacznijmy od podatków lokalnych – czyli takich, o których wysokości decyduje miasto, które wpływają nie do urzędu skarbowego a bezpośrednio do budżetu miasta, i na które tradycyjnie się narzeka, że są zbyt wysokie. Z danych wynika, że kwota podatku lokalnego na jednego mieszkańca w 12 największych polskich miastach wynosi 713 zł. W Krakowie jest to 667 zł, we Wrocławiu (z którym zawsze jesteśmy porównywani) – 678 zł, w Warszawie – 817 zł, a najdroższy jest Gdańsk – aż 911 zł. Drożej niż w Krakowie jest też w Poznaniu i Rzeszowie, a porównywalnie – w Szczecinie. Najmniej obciążeni podatkami są mieszkańcy Białegostoku (560 zł) i Łodzi (579 zł).
Druga kwestia, którą emocjonują się szczególnie dziennikarze, to sprawa wydatków miasta na administrację. W tym porównaniu 12 miast Kraków jest drugi… od końca. Gdy wydatki na administrację podzielimy przez liczbę mieszkańców, na jednego mieszkańca Krakowa przypada 253 zł rocznie, wrocławianin płaci 351 zł, a mieszkaniec Katowic – 370 zł. Najdrożej administracja kosztuje warszawiaków. Płaca na nią rocznie po 519 zł. Mniej o 4 zł niż Krakowianie płacą TYLKO mieszkańcy Bydgoszczy. Myślę, że dane te usatysfakcjonują tych, którzy zawsze przy okazji dyskusji o finansach radzą zwolnienie połowy urzędników. Proszę tylko pamiętać, że jednocześnie wszyscy chcemy, by nasza sprawa w urzędzie była szybko i kompetentnie załatwiona.
I jeszcze jedno porównanie – jeżeli założymy, że to z podatków lokalnych jest utrzymywana administracja, to każdy mieszkaniec Krakowa na jej utrzymanie oddaje niecałe 40 proc. kwoty lokalnych podatków, a ponad 60 proc. jest przeznaczanych na inne wydatki miasta. Mieszkaniec Warszawy na utrzymanie administracji przeznacza prawie 65 proc. kwoty podatków lokalnych.
Ostatnia kwestia – bodajże zawsze najbardziej kontrowersyjna – zadłużenie miasta. Podobnie jak w poprzednich wyliczeniach, weźmy pod uwagę zadłużenia na jednego mieszkańca. Średnia dla 12 metropolii to 2 863 zł. Kraków jest poniżej tej średniej z zadłużeniem 2 695 zł na osobę. Najbardziej zadłużony jest Wrocław ( 3 610 zł), Poznań ( 3 359 zł) i Warszawa (3 322 zł). Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w ubiegłym roku jedynie Warszawa i Kraków spłaciły częściowo swoje długi. W porównaniu z 2011 rokiem w ubiegłym roku nasze zadłużenie zmniejszyło się o 88,5 mln zł. W pozostałych miastach w ubiegłym roku zadłużenie wzrosło.
Ostatnia kwestia – bodajże zawsze najbardziej kontrowersyjna – zadłużenie miasta. Podobnie jak w poprzednich wyliczeniach, weźmy pod uwagę zadłużenia na jednego mieszkańca. Średnia dla 12 metropolii to 2 863 zł. Kraków jest poniżej tej średniej z zadłużeniem 2 695 zł na osobę. Najbardziej zadłużony jest Wrocław ( 3 610 zł), Poznań ( 3 359 zł) i Warszawa (3 322 zł). Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że w ubiegłym roku jedynie Warszawa i Kraków spłaciły częściowo swoje długi. W porównaniu z 2011 rokiem w ubiegłym roku nasze zadłużenie zmniejszyło się o 88,5 mln zł. W pozostałych miastach w ubiegłym roku zadłużenie wzrosło.
Nie będę Państwa dłużej zanudzał cyframi. Pozostaje mi sobie życzyć, żeby w styczniu okazało się, że wykonanie tegorocznego budżetu jest równie wysokie jak w 2012 roku. Czy jest to możliwe – mam nadzieję że tak, choć porównanie przekazywanych z budżetu państwa Krakowowi udziałów z podatków pokazuje, że w tym roku na nasze konto wpływa mniej pieniędzy niż w ubiegłym. Dlatego z tym większym niepokojem czekamy na zapowiedzianą przez rząd nowelizację budżetu państwa. Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze skromniej…
środa, 19 czerwca 2013
Pozytywnie o edukacji
Obiema rękami podpisuję się pod podjętą ostatnio z inicjatywy Platformy Obywatelskiej uchwałą rady miasta, ustalająca kierunki działań prezydenta „w sprawie pozytywnego programu zmian krakowskiej edukacji na lata 2013-2014”. Trudno żeby było inaczej. Zmiany „pozytywne” należy zawsze wspierać, a w dodatku z 32 zaproponowanych przez radnych punktów, 29 już od kilku lat realizujemy.
Ponieważ pani radna Jantos zarzuciła mi, że to nieprawda, iż realizujemy zaproponowany przez radnych podczas ostatniej sesji program, pozwolę sobie w kilku punktach przeanalizować propozycje radnych, szczególnie te, które dotyczą spraw ostatnio mocno dyskutowanych – 6-latków w szkołach i miejsc w przedszkolach.
• Audyt bazy szkolnej pod kątem możliwości przyjęcia sześciolatków do szkół – po raz pierwszy przeprowadziliśmy go w 2010. Teraz jest przeprowadzany na bieżąco. Efektem tych audytów było przeznaczenie w latach 2010-2012 prawie 1,5 mln zł z naszego budżetu na remonty sal dla sześciolatków i 770 tys. zł na ich wyposażenie. Z programu rządowego pozyskaliśmy ponad milion złotych na pomoce dydaktyczne i miejsca zabaw. Ponad milion wydaliśmy też na place zabaw, z czego połowę dofinansowało ministerstwo edukacji. O takie samo dofinansowanie wystąpiliśmy też w tym roku.
• Przeprowadzenie niezbędnych remontów i uzupełnienie wyposażenia w szkołach – w latach 2010-2012 na remonty w krakowskich szkołach wydaliśmy z budżetu miasta ponad 15 mln zł i staramy się to robić na bieżąco w miarę posiadanych środków.
• Przygotowanie merytoryczne szkół do pracy z dziećmi młodszymi o rok – w tym roku szkolnym organizowaliśmy konferencje szkoleniowe dla wszystkich dyrektorów, a także warsztaty dla nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, dla wychowawców świetlic i dla nauczycieli klas 4-6.
• Przeprowadzenie kampanii informacyjnej dla rodziców sześciolatków – kampanię „Sześciolatku nie trać roku!” po raz pierwszy zorganizowaliśmy w 2009 roku, a Kraków, w publikacji Ośrodka Rozwoju Edukacji została ona przedstawiona jako przykład dobrej praktyki.
• Wsparcie psychologiczne i pedagogiczne dla sześciolatków i ich rodziców – zadbaliśmy, bo rodzice mieli dostęp do psychologów i pedagogów zarówno w poradniach, jak i w przedszkolach. Do 20 czerwca, dzieci 6-letnie, jeżeli rodzice wyrażą na to zgodę zostaną przebadane pod kątem dojrzałości szkolnej.
• Zapewnienie jak największej ilości miejsc w przedszkolach – z moich obliczeń wynika, że od 2010 roku przybyło w przedszkolach samorządowych ponad 600 nowych miejsc.
• Organizowanie przedszkoli w budynkach szkolnych – na bieżąco analizujemy takie możliwości i w efekcie tych analiz utworzono w ostatnich latach 11 zespołów szkolno-przedszkolnych. Można by oczywiście więcej, ale z jednej strony trzeba pamiętać o ograniczeniach budżetu, z drugiej – nie każdą szkołę uda się odpowiednio przebudować, by spełniała wymogi bezpieczeństwa dla małych dzieci – usytuowanie sanitariatów, osobne korytarze, itd..
• Wspieranie i inicjowanie tworzenia przedszkoli przy przedsiębiorstwach, uczelniach itd. – największym wsparciem, jakie udzieliło miasto jest zwiększenie obowiązkowej dotacji dla przedszkoli niepublicznych z 75 do 85 proc. Od 2011 roku liczba tego typu placówek niesamorządowych zwiększyła się o 40 proc., w efekcie w Krakowie jest więcej miejsc w przedszkolach niż przedszkolaków. To, że rodzice ze względu na wysokość opłat wybierają jednak przedszkola samorządowe, to inna kwestia.
Nie będę Państwa zanudzał działaniami magistratu, które mają poprawić jakość kształcenia w Krakowie – mogę zapewnić, że zarówno na bieżąco analizujemy wyniki szkół, pomagamy w stworzeniu programów naprawczych, wdrażamy rozmaite programy, które mają poprawić jakość kształcenia, pozyskujemy środki unijne i w porozumieniu z dyrektorami szkół opracowujemy zasady przyznawania nagród i dodatków motywacyjnych. Trzech propozycji radnych nie realizujemy: Nie budujemy przedszkoli kontenerowych, bo w porównaniu z technologią tradycyjną nie są one znacząco tańsze. Proszę też pamiętać, że koszty to nie wybudowanie i wyposażenie przedszkola, ale jego późniejsze utrzymanie. Nie przeprowadzamy też analizy demograficznej z podziałem na dzielnice, ponieważ z danych, którymi dysponujemy wynika, że w szkołach podstawowych aż 40 proc. uczniów, a w gimnazjach – 60 proc. uczniów nie uczęszcza do szkoły w swoim obwodzie. Takie analizy przeprowadzamy dla całego miasta. W uchwale znalazł się także postulat stworzenia „centrów kreatywności i innowacyjności”. Być może wart jest rozważenia, ale chętnie poznałabym coś więcej niż hasło – status, cel, sposób finansowania takiego centrum.
Jak wspomniałem na początku, z programem trudno się nie zgodzić. Wszystkie zawarte w nim postulaty są oczywiste – wszyscy chcemy szkół przygotowanych na przyjęcie sześciolatków, większej liczby miejsc w przedszkolach, wysokiej jakości kształcenia, wsparcia dla najzdolniejszych i najuboższych. Można zrobić wszystko, można zintensyfikować działania, które podejmujemy w tej chwili, można zrobić to nawet do 2014 r, czyli do końca tej kadencji jak chcą radni. Jest jedno ale – nigdzie w programie nie wyczytałem choćby szacunkowego kosztorysu tych działań, ani jednaj sugestii, z których wydatków zrezygnować, by mieć pieniądze na wdrożenie programu. I to nie jednorazowo, ale z uwzględnieniem utrzymania w przyszłości nowych placówek. Nie zgadam się, by takie inicjatywy były przedstawiane jako przeciwwaga dla złej woli urzędników, którzy nie mają pomysłów i nie chce im się pracować. Tu nie o dobrą wolę chodzi, ale o dodatkowe pieniądze na edukację, która już w tej chwili pochłania 1/3 naszego całego budżetu.
• Audyt bazy szkolnej pod kątem możliwości przyjęcia sześciolatków do szkół – po raz pierwszy przeprowadziliśmy go w 2010. Teraz jest przeprowadzany na bieżąco. Efektem tych audytów było przeznaczenie w latach 2010-2012 prawie 1,5 mln zł z naszego budżetu na remonty sal dla sześciolatków i 770 tys. zł na ich wyposażenie. Z programu rządowego pozyskaliśmy ponad milion złotych na pomoce dydaktyczne i miejsca zabaw. Ponad milion wydaliśmy też na place zabaw, z czego połowę dofinansowało ministerstwo edukacji. O takie samo dofinansowanie wystąpiliśmy też w tym roku.
• Przeprowadzenie niezbędnych remontów i uzupełnienie wyposażenia w szkołach – w latach 2010-2012 na remonty w krakowskich szkołach wydaliśmy z budżetu miasta ponad 15 mln zł i staramy się to robić na bieżąco w miarę posiadanych środków.
• Przygotowanie merytoryczne szkół do pracy z dziećmi młodszymi o rok – w tym roku szkolnym organizowaliśmy konferencje szkoleniowe dla wszystkich dyrektorów, a także warsztaty dla nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, dla wychowawców świetlic i dla nauczycieli klas 4-6.
• Przeprowadzenie kampanii informacyjnej dla rodziców sześciolatków – kampanię „Sześciolatku nie trać roku!” po raz pierwszy zorganizowaliśmy w 2009 roku, a Kraków, w publikacji Ośrodka Rozwoju Edukacji została ona przedstawiona jako przykład dobrej praktyki.
• Wsparcie psychologiczne i pedagogiczne dla sześciolatków i ich rodziców – zadbaliśmy, bo rodzice mieli dostęp do psychologów i pedagogów zarówno w poradniach, jak i w przedszkolach. Do 20 czerwca, dzieci 6-letnie, jeżeli rodzice wyrażą na to zgodę zostaną przebadane pod kątem dojrzałości szkolnej.
• Zapewnienie jak największej ilości miejsc w przedszkolach – z moich obliczeń wynika, że od 2010 roku przybyło w przedszkolach samorządowych ponad 600 nowych miejsc.
• Organizowanie przedszkoli w budynkach szkolnych – na bieżąco analizujemy takie możliwości i w efekcie tych analiz utworzono w ostatnich latach 11 zespołów szkolno-przedszkolnych. Można by oczywiście więcej, ale z jednej strony trzeba pamiętać o ograniczeniach budżetu, z drugiej – nie każdą szkołę uda się odpowiednio przebudować, by spełniała wymogi bezpieczeństwa dla małych dzieci – usytuowanie sanitariatów, osobne korytarze, itd..
• Wspieranie i inicjowanie tworzenia przedszkoli przy przedsiębiorstwach, uczelniach itd. – największym wsparciem, jakie udzieliło miasto jest zwiększenie obowiązkowej dotacji dla przedszkoli niepublicznych z 75 do 85 proc. Od 2011 roku liczba tego typu placówek niesamorządowych zwiększyła się o 40 proc., w efekcie w Krakowie jest więcej miejsc w przedszkolach niż przedszkolaków. To, że rodzice ze względu na wysokość opłat wybierają jednak przedszkola samorządowe, to inna kwestia.
Nie będę Państwa zanudzał działaniami magistratu, które mają poprawić jakość kształcenia w Krakowie – mogę zapewnić, że zarówno na bieżąco analizujemy wyniki szkół, pomagamy w stworzeniu programów naprawczych, wdrażamy rozmaite programy, które mają poprawić jakość kształcenia, pozyskujemy środki unijne i w porozumieniu z dyrektorami szkół opracowujemy zasady przyznawania nagród i dodatków motywacyjnych. Trzech propozycji radnych nie realizujemy: Nie budujemy przedszkoli kontenerowych, bo w porównaniu z technologią tradycyjną nie są one znacząco tańsze. Proszę też pamiętać, że koszty to nie wybudowanie i wyposażenie przedszkola, ale jego późniejsze utrzymanie. Nie przeprowadzamy też analizy demograficznej z podziałem na dzielnice, ponieważ z danych, którymi dysponujemy wynika, że w szkołach podstawowych aż 40 proc. uczniów, a w gimnazjach – 60 proc. uczniów nie uczęszcza do szkoły w swoim obwodzie. Takie analizy przeprowadzamy dla całego miasta. W uchwale znalazł się także postulat stworzenia „centrów kreatywności i innowacyjności”. Być może wart jest rozważenia, ale chętnie poznałabym coś więcej niż hasło – status, cel, sposób finansowania takiego centrum.
Jak wspomniałem na początku, z programem trudno się nie zgodzić. Wszystkie zawarte w nim postulaty są oczywiste – wszyscy chcemy szkół przygotowanych na przyjęcie sześciolatków, większej liczby miejsc w przedszkolach, wysokiej jakości kształcenia, wsparcia dla najzdolniejszych i najuboższych. Można zrobić wszystko, można zintensyfikować działania, które podejmujemy w tej chwili, można zrobić to nawet do 2014 r, czyli do końca tej kadencji jak chcą radni. Jest jedno ale – nigdzie w programie nie wyczytałem choćby szacunkowego kosztorysu tych działań, ani jednaj sugestii, z których wydatków zrezygnować, by mieć pieniądze na wdrożenie programu. I to nie jednorazowo, ale z uwzględnieniem utrzymania w przyszłości nowych placówek. Nie zgadam się, by takie inicjatywy były przedstawiane jako przeciwwaga dla złej woli urzędników, którzy nie mają pomysłów i nie chce im się pracować. Tu nie o dobrą wolę chodzi, ale o dodatkowe pieniądze na edukację, która już w tej chwili pochłania 1/3 naszego całego budżetu.
czwartek, 23 maja 2013
Czego brak w diagnozie?
Kilka dni temu Platforma Obywatelska przedstawiła pierwszą część diagnozy samorządowej. Dotyczy ona wspierania inwestorów i gospodarowania mieniem komunalnym. Z uwagą zapoznam się ze szczegółami analizy, bo uważam, że zaangażowanie radnych i pomysły nie powinny się zmarnować. Pod warunkiem, że są dobre dla miasta, oczywiście…
Bezsporne jest to, że jeszcze wiele rzeczy można ulepszyć – stronę internetową, przejrzystość informacji, zmniejszyć biurokrację, można dyskutować o przeorganizowaniu zadań magistrackich wydziałów itd. Pozwolą jednak państwo, że skupię się na tych pomysłach, które mnie zaniepokoiły i z którymi trudno mi się zgodzić.
Po pierwsze – sprzedaż niektórych spółek komunalnych. Zdaję sobie sprawę, że pozbycie się przez miasto części udziałów w dochodowych spółkach byłoby najprostszym sposobem na rozwiązanie wszystkich finansowych problemów Krakowa tak, by nowa kadencję samorządu móc rozpocząć bez żadnych zmartwień. To kusi… Ja od wielu lat mam konsekwentnie inne zdanie – wszystkie nasze spółki przynoszą zysk, a dzięki temu, że są w całości gminne ten zysk jest inwestowany, dzięki czemu rozwijamy np. sieć wodociągową, kanalizacyjną, ciepłowniczą itd. Nowy właściciel chciałby z części swoich udziałów czerpać zyski, więc i pieniądze na inwestycje byłyby mniejsze. Nie będę już rozwijał wątku dotyczącego cen usług. Teraz miasto je kontroluje.
Po drugie – większa sprzedaż mienia komunalnego. Jestem za, ale zanim cokolwiek sprzedamy, przeanalizujmy, czy w dalszej perspektywie nam się to opłaca. Nie widzę powodu, by w sytuacji, gdy mamy tak długą kolejkę oczekujących na mieszkania socjalne sprzedawać nowe komunalne mieszkania, w dodatku z bonifikatą. Może korzystniej będzie też pobierać czynsz za wynajem lokali usługowych, niż sprzedawać je użytkownikom, rezygnując z dochodu w przyszłości?
Po trzecie – sprzedaż placów targowych. Ten pomysł radnych powraca po raz kolejny, mimo przygotowanej na wniosek rady analizy opłacalności tego przedsięwzięcia przez magistrat. Wzięliśmy pod uwagę 15 placów targowych, m.in. Tandetę, plac na Stawach, pl. Nowy i Nowy Kleparz. Wnioski były jednoznaczne: tylko Tandetę można by sprzedać kupcom bez szkody dla miasta. Jeżeli chodzi o resztę placów targowych, to istnieje niebezpieczeństwo, że po sprzedaży straciłyby swój charakter. Myślę, że byłaby to ogromna strata dla miasta.
Po czwarte – stworzenie kolejnych miejskich spółek i powołanie komórki, która by je nadzorowała. Obecnie spółki są nadzorowane przez referat złożony z czterech urzędników i nie widzę powodu, żeby mnożyć stanowiska, wziąwszy pod uwagę dużą samodzielność spółek. Ostrożnie podchodziłbym też do pomysłu powoływania nowych spółek od wszystkiego. Proszę pamiętać, że najpierw te spółki należy wyposażyć w kapitał, pensje prezesów też nie spadną z nieba. Nie mam wątpliwości jedynie, że dobrym pomysłem w przyszłości będzie spółka do realizacji projektu „Kraków Nowa Huta Przyszłości”.
Po piąte – powołanie jednej struktury dbającej o inwestorów, ponieważ teraz zajmują się tym różne komórki magistratu. Moim zdaniem, rozproszenie nie jest takie nieuzasadnione, jak się na pozór wydaje. Przy obsłudze inwestorów, zawsze będzie potrzebna pomoc urzędników specjalizujących się w rozmaitych zagadnieniach – począwszy od planowania przestrzennego, architektury, aż po strategię rozwoju miasta. Dlatego powołane 2 lata temu do życia Centrum Obsługi Inwestora pełni rolę opiekuna inwestora, który ułatwia kontakty z potrzebnymi w konkretnym przypadku wydziałami, podejmującymi określone decyzje. Nie jestem przekonany, czy powołanie do życia molocha zajmującego się wszystkim byłoby efektywne.
Na koniec jeszcze jednak kwestia, którą uważam za szczególnie krzywdzącą dla osób pracujących w magistracie i zajmujących się obsługą przedsiębiorców. W ostatnich latach wykonali kawał dobrej roboty, świadczy o tym choćby liczba prowadzonych spraw. W 2010 roku 143, w ubiegłym roku – ponad 300, a w tym roku tylko do maja już ponad 180 spraw. O tym zaangażowaniu świadczą też nagrody: w ubiegłym roku Financial Times uznał, że Kraków jest jednym z najatrakcyjniejszych miast Europy Wschodniej i miastem z najlepszą strategią proinwestorską. W tym roku w konkursie Poland Outsourcing Awards Kraków został Najlepszym Miastem Dekady w zakresie działań na rzecz rozwoju nowoczesnych usług w całej Polsce, a także zdobył tytuł „ Gmina na 5!” , gdzie Centrum Obsługi Inwestora zdobyło niemal maksymalną liczbę punktów, najlepszą w Polsce.
Byłem ciekaw, czy w części analizy wykonanej przez PO, opisującej obecne działania Krakowa znajdzie się choćby wzmianka o tych działaniach, za które Kraków zbiera uznanie i nagrody. Taka analiza i diagnoza byłaby rzetelna. Jak się państwo domyślają - nie ma o tym ani słowa.
Bezsporne jest to, że jeszcze wiele rzeczy można ulepszyć – stronę internetową, przejrzystość informacji, zmniejszyć biurokrację, można dyskutować o przeorganizowaniu zadań magistrackich wydziałów itd. Pozwolą jednak państwo, że skupię się na tych pomysłach, które mnie zaniepokoiły i z którymi trudno mi się zgodzić.
Po pierwsze – sprzedaż niektórych spółek komunalnych. Zdaję sobie sprawę, że pozbycie się przez miasto części udziałów w dochodowych spółkach byłoby najprostszym sposobem na rozwiązanie wszystkich finansowych problemów Krakowa tak, by nowa kadencję samorządu móc rozpocząć bez żadnych zmartwień. To kusi… Ja od wielu lat mam konsekwentnie inne zdanie – wszystkie nasze spółki przynoszą zysk, a dzięki temu, że są w całości gminne ten zysk jest inwestowany, dzięki czemu rozwijamy np. sieć wodociągową, kanalizacyjną, ciepłowniczą itd. Nowy właściciel chciałby z części swoich udziałów czerpać zyski, więc i pieniądze na inwestycje byłyby mniejsze. Nie będę już rozwijał wątku dotyczącego cen usług. Teraz miasto je kontroluje.
Po drugie – większa sprzedaż mienia komunalnego. Jestem za, ale zanim cokolwiek sprzedamy, przeanalizujmy, czy w dalszej perspektywie nam się to opłaca. Nie widzę powodu, by w sytuacji, gdy mamy tak długą kolejkę oczekujących na mieszkania socjalne sprzedawać nowe komunalne mieszkania, w dodatku z bonifikatą. Może korzystniej będzie też pobierać czynsz za wynajem lokali usługowych, niż sprzedawać je użytkownikom, rezygnując z dochodu w przyszłości?
Po trzecie – sprzedaż placów targowych. Ten pomysł radnych powraca po raz kolejny, mimo przygotowanej na wniosek rady analizy opłacalności tego przedsięwzięcia przez magistrat. Wzięliśmy pod uwagę 15 placów targowych, m.in. Tandetę, plac na Stawach, pl. Nowy i Nowy Kleparz. Wnioski były jednoznaczne: tylko Tandetę można by sprzedać kupcom bez szkody dla miasta. Jeżeli chodzi o resztę placów targowych, to istnieje niebezpieczeństwo, że po sprzedaży straciłyby swój charakter. Myślę, że byłaby to ogromna strata dla miasta.
Po czwarte – stworzenie kolejnych miejskich spółek i powołanie komórki, która by je nadzorowała. Obecnie spółki są nadzorowane przez referat złożony z czterech urzędników i nie widzę powodu, żeby mnożyć stanowiska, wziąwszy pod uwagę dużą samodzielność spółek. Ostrożnie podchodziłbym też do pomysłu powoływania nowych spółek od wszystkiego. Proszę pamiętać, że najpierw te spółki należy wyposażyć w kapitał, pensje prezesów też nie spadną z nieba. Nie mam wątpliwości jedynie, że dobrym pomysłem w przyszłości będzie spółka do realizacji projektu „Kraków Nowa Huta Przyszłości”.
Po piąte – powołanie jednej struktury dbającej o inwestorów, ponieważ teraz zajmują się tym różne komórki magistratu. Moim zdaniem, rozproszenie nie jest takie nieuzasadnione, jak się na pozór wydaje. Przy obsłudze inwestorów, zawsze będzie potrzebna pomoc urzędników specjalizujących się w rozmaitych zagadnieniach – począwszy od planowania przestrzennego, architektury, aż po strategię rozwoju miasta. Dlatego powołane 2 lata temu do życia Centrum Obsługi Inwestora pełni rolę opiekuna inwestora, który ułatwia kontakty z potrzebnymi w konkretnym przypadku wydziałami, podejmującymi określone decyzje. Nie jestem przekonany, czy powołanie do życia molocha zajmującego się wszystkim byłoby efektywne.
Na koniec jeszcze jednak kwestia, którą uważam za szczególnie krzywdzącą dla osób pracujących w magistracie i zajmujących się obsługą przedsiębiorców. W ostatnich latach wykonali kawał dobrej roboty, świadczy o tym choćby liczba prowadzonych spraw. W 2010 roku 143, w ubiegłym roku – ponad 300, a w tym roku tylko do maja już ponad 180 spraw. O tym zaangażowaniu świadczą też nagrody: w ubiegłym roku Financial Times uznał, że Kraków jest jednym z najatrakcyjniejszych miast Europy Wschodniej i miastem z najlepszą strategią proinwestorską. W tym roku w konkursie Poland Outsourcing Awards Kraków został Najlepszym Miastem Dekady w zakresie działań na rzecz rozwoju nowoczesnych usług w całej Polsce, a także zdobył tytuł „ Gmina na 5!” , gdzie Centrum Obsługi Inwestora zdobyło niemal maksymalną liczbę punktów, najlepszą w Polsce.
Byłem ciekaw, czy w części analizy wykonanej przez PO, opisującej obecne działania Krakowa znajdzie się choćby wzmianka o tych działaniach, za które Kraków zbiera uznanie i nagrody. Taka analiza i diagnoza byłaby rzetelna. Jak się państwo domyślają - nie ma o tym ani słowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)